Gryffindor
Jak zwykle zaszczyt zaczęcia przypadł mi, a jak dobrze wszyscy wiedzą, ja nie potrafię pisać szczególnie jak ktoś do mnie dzwoni i puszcza chińskie kolorowanki. Kurde a obiecałam, że nie będę pisać głupot, że akurat tym razem moja gra będzie bardzo poważna, bo wiadomo ogarnęłam ortografię i interpunkcję (chyba). Dalej się dziwię, że jeszcze żyje.
Jednak jeszcze bardziej niż ja dziwi się Sally. Tak, dokładnie, Sallcia, Sallunia, Blood Mary, Sleeping Princess itp. itd. była zaskoczona, że tak wiele organizmów wygląda na głupszych od ameb, lub od jej sowy. O tak, od Juranda praktycznie każdy jest mądrzejszy, a tu taka niepodzianka! Tyle głupków w jednym miejscu, że aż powietrze stało się trudne do użytku. Wracając jednak do Sally, ta urocza (perfidna ruda menda) wbiła na peron ze swoją kochaną siostrą głupią suką Rosemary (nie ma nic o niej w kracie bo muszę zaaktualizować), a że nawet ona jej nie kocha - zniknęła po pięciu sekundach. Więc Sally siedzi teraz na walizce czytając pasjonującą książkę pod tytułem pasującym do całego nastroju tego miejsca- "Piekło", ogólnie spoko książka polecam, premier szalig.
Więc nasz rudy geniusz se czyta, aż nagle cos ją olśniło! Powinna się ruszyć. I ta głupia ciota idzie przed siebie i na kogoś wpadła, książka wpadła na tory i nie ma jak jej odzyskać.
O kurde, słabo ten ktoś zacznie...
Today's special moments are tomorrow's memories
Offline
Slytherin
Danka nie ogarnia życia. Ogólnie, jest dla niej zagadką, z jakiego powody ludzie muszą koniecznie ze sobą gadać i się spotykać, dlaczego niby nie można całego życia spędzić na jopieniu się na chmurki i gadaniu z wężem Zbyszkiem?
No więc rozkminiając sobie beztrosko to beznadziejne życie, patrząc na otaczający ją tłum tych głupich ludzi, wpakowała się niechcący na jakąś rudą lasencje.
Ruda czytała jakąś książkę z mhroczną okładką. Czytała w czasie przeszłym, bo w momencie czołowego zderzenia owa książka wyleciała w powietrze i wpadła na tory. Bum, i nie ma.
Desiree spojrzała smętnie na rudą. Nie wyglądała na zadowoloną. Ciekawe, dlaczego.
Ludzie to beznadziejne stworzenia...
Ostatnio edytowany przez Désirée Sorel (2015-06-26 17:44:31)
Life is a tale. Told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing.
Offline
Gryffindor
Désirée Sorel napisał:
Danka nie ogarnia życia. Ogólnie, jest dla niej zagadką, z jakiego powody ludzie muszą koniecznie ze sobą gadać i się spotykać, dlaczego niby nie można całego życia spędzić na jopieniu się na chmurki i gadaniu z wężem Zbyszkiem?
No więc rozkminiając sobie beztrosko to beznadziejne życie, patrząc na otaczający ją tłum tych głupich ludzi, wpakowała się niechcący na jakąś rudą lasencje.
Ruda czytała jakąś książkę z mhroczną okładką. Czytała w czasie przeszłym, bo w momencie czołowego zderzenia owa książka wyleciała w powietrze i wpadła na tory. Bum, i nie ma.
Desiree spojrzała smętnie na rudą. Nie wyglądała na zadowoloną. Ciekawe, dlaczego.
Ludzie to beznadziejne stworzenia...
No ale Sallcia nie jest człowiekiem, ona jest za dziwna na człowieka. To jest jakieś coś, do końca nie wiem co, ale jest rude.
Sally się patrzy na Dankę, potem na książkę, znowu na Dankę, na książkę. Ale jej było smutno, kochała tę książkę, czyta ją od jakichś piętnastu minut, a już ją kocha, ups, Sallcia kocha wszystkie książki! Z wyjątkiem pisma świętego itp.
- Mogłabyś zwrócić uwagę na to jak chodzisz?
Today's special moments are tomorrow's memories
Offline
Gryffindor
Alice przyszła na peron. Czuła się dziwnie obco. Objęła rękoma zmarznięte ramiona. Na jednym z nich siedziała rudawa sówka z zaobrączkowaną nóżką. Dziewczyna ustawiła swoje bagaże i usiadła na ławce, bacznie obserwując kolejne osoby, które pojawiały się w magicznym miejscu. Z nerwów zaczęła wyginać nerwowo palce u rąk, zawsze tak robiła. Jej największym strachem było to, ze ludzie zaczną kojarzyć ją jedynie jako "córę seryjnego zabójcy", "Azkabaniare". Poczuła nieprzyjemne ukłucie w brzuchu.
Why? ‘Cause I'm a jealous, jealous, jealous girl.
Offline
Slytherin
Sally De Von Wangol napisał:
Désirée Sorel napisał:
Danka nie ogarnia życia. Ogólnie, jest dla niej zagadką, z jakiego powody ludzie muszą koniecznie ze sobą gadać i się spotykać, dlaczego niby nie można całego życia spędzić na jopieniu się na chmurki i gadaniu z wężem Zbyszkiem?
No więc rozkminiając sobie beztrosko to beznadziejne życie, patrząc na otaczający ją tłum tych głupich ludzi, wpakowała się niechcący na jakąś rudą lasencje.
Ruda czytała jakąś książkę z mhroczną okładką. Czytała w czasie przeszłym, bo w momencie czołowego zderzenia owa książka wyleciała w powietrze i wpadła na tory. Bum, i nie ma.
Desiree spojrzała smętnie na rudą. Nie wyglądała na zadowoloną. Ciekawe, dlaczego.
Ludzie to beznadziejne stworzenia...No ale Sallcia nie jest człowiekiem, ona jest za dziwna na człowieka. To jest jakieś coś, do końca nie wiem co, ale jest rude.
Sally się patrzy na Dankę, potem na książkę, znowu na Dankę, na książkę. Ale jej było smutno, kochała tę książkę, czyta ją od jakichś piętnastu minut, a już ją kocha, ups, Sallcia kocha wszystkie książki! Z wyjątkiem pisma świętego itp.
- Mogłabyś zwrócić uwagę na to jak chodzisz?
- Tjaaaaa... Mogłabym powiedzieć ci to samo. Poza tym to trochę niebezpieczne tak chodzić z nosem w książce, jeszcze się wywrócisz czy coś...- Desiree użyła swojego super uber słodkiego psychopatycznego uśmieszku.
Life is a tale. Told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing.
Offline
Slytherin
Odziana jedynie w czerń, posępna postać przybyła na peron. Wygladem przypominał dementora, z charakteru też wiele nie różnił się od tych strasznych strzyg. Niesamowity kontrast stanowiła jego biała jak śnieg sowa, z żółtym dziobem, który namiętnie skubał jego ciemne włosy. Oparł się nonszalancko o ścianę peronu, oczekując na pociąg. Kiedy tępe patrzenie w przesuwajace sie wskazówki zegara znudziło mu się, postanowił rozejrzeć się, w poszukiwaniu znajomych twarzy. Wszystko na próżno, nie była nikogo, kogo by znał. Jednak musiał przyznać sam przed sobą, że laski były niczego sobie. Oczywiście, może zaczęłyby znaczyć cokolwiek dla niego, gdyby trafiły do Slytherinu.
Sieję zamęt tam, gdzie idę...
Offline
Gryffindor
Désirée Sorel napisał:
Sally De Von Wangol napisał:
Désirée Sorel napisał:
Danka nie ogarnia życia. Ogólnie, jest dla niej zagadką, z jakiego powody ludzie muszą koniecznie ze sobą gadać i się spotykać, dlaczego niby nie można całego życia spędzić na jopieniu się na chmurki i gadaniu z wężem Zbyszkiem?
No więc rozkminiając sobie beztrosko to beznadziejne życie, patrząc na otaczający ją tłum tych głupich ludzi, wpakowała się niechcący na jakąś rudą lasencje.
Ruda czytała jakąś książkę z mhroczną okładką. Czytała w czasie przeszłym, bo w momencie czołowego zderzenia owa książka wyleciała w powietrze i wpadła na tory. Bum, i nie ma.
Desiree spojrzała smętnie na rudą. Nie wyglądała na zadowoloną. Ciekawe, dlaczego.
Ludzie to beznadziejne stworzenia...No ale Sallcia nie jest człowiekiem, ona jest za dziwna na człowieka. To jest jakieś coś, do końca nie wiem co, ale jest rude.
Sally się patrzy na Dankę, potem na książkę, znowu na Dankę, na książkę. Ale jej było smutno, kochała tę książkę, czyta ją od jakichś piętnastu minut, a już ją kocha, ups, Sallcia kocha wszystkie książki! Z wyjątkiem pisma świętego itp.
- Mogłabyś zwrócić uwagę na to jak chodzisz?- Tjaaaaa... Mogłabym powiedzieć ci to samo. Poza tym to trochę niebezpieczne tak chodzić z nosem w książce, jeszcze się wywrócisz czy coś...- Desiree użyła swojego super uber słodkiego psychopatycznego uśmieszku.
Czy to była groźba? TO BYŁA GROŹBA! jak zawołam jej kolegów- lordów to po tej durnej smoczycy zostaną tylko łuski. Ja nie wierzę, że ktoś był w stanie jej grozić, przecież to takie smutne....
- Nie było by w tym nic niebezpiecznego, gdyby skończone pustaki, patrzyły gdzie idą. To naprawdę nie jest trudne, w szczególności, że nie robisz nic ciekawgo.
i wtedy przyjechał pociąg i po książce. papa Dante.
Ostatnio edytowany przez Sally De Von Wangol (2015-06-26 18:07:37)
Today's special moments are tomorrow's memories
Offline
Slytherin
Margaery przyszła na peron w towarzystwie rodziców, utrzymując od nich bezpieczną odległość-w szczególności od matki, która na tą okazję ubrała się w różową garsonkę od Chanel i ogólnie rzecz biorąc, puszyła się jak paw.
Ruda, ubrana w kobaltowy sweterek i czarne jeansy, zatrzymała się, obserwując rozemocjonowany tłum. Patrząc się tak na wszystkich, doszła do jednego wniosku-będzie niezła zabawa.
Cassie weszła na peron razem z całą swoją rodzinką, nie wyłączając babci i pluszaka-małpki Havany Banany, którą przewiesiła sobie przez ramię (pomimo podskoków dziewczynki cholerstwo jakimś cudem uparcie trzymało się jej ramienia). Nie potrafiła ustać w miejscu-co rusz przechodziła na drugi koniec peronu, potem wracała do rodziców, zadała im kilka pytań, pokręciła się w kółko i powtarzała wszystko od nowa. Oczywiście, nie zapominając o ciągłym mówieniu wow
Offline
Slytherin
Sally De Von Wangol napisał:
Désirée Sorel napisał:
Sally De Von Wangol napisał:
No ale Sallcia nie jest człowiekiem, ona jest za dziwna na człowieka. To jest jakieś coś, do końca nie wiem co, ale jest rude.
Sally się patrzy na Dankę, potem na książkę, znowu na Dankę, na książkę. Ale jej było smutno, kochała tę książkę, czyta ją od jakichś piętnastu minut, a już ją kocha, ups, Sallcia kocha wszystkie książki! Z wyjątkiem pisma świętego itp.
- Mogłabyś zwrócić uwagę na to jak chodzisz?- Tjaaaaa... Mogłabym powiedzieć ci to samo. Poza tym to trochę niebezpieczne tak chodzić z nosem w książce, jeszcze się wywrócisz czy coś...- Desiree użyła swojego super uber słodkiego psychopatycznego uśmieszku.
Czy to była groźba? TO BYŁA GROŹBA! jak zawołam jej kolegów- lordów to po tej durnej smoczycy zostaną tylko łuski. Ja nie wierzę, że ktoś był w stanie jej grozić, przecież to takie smutne....
- Nie było by w tym nic niebezpiecznego, gdyby skończone pustaki, patrzyły gdzie idą. To naprawdę nie jest trudne, w szczególności, że nie robisz nic ciekawgo.
i wtedy przyjechał pociąg i po książce. papa Dante.
- Pustakiem nazywamy wyrób ceramiczny lub betonowy przeznaczony do wykonywania ścian zewnętrznych i wewnętrznych. Naprawdę, nie mam pojęcia, jak ma się to donosić do mojej osoby. A poza tym, robię bardzo ważną rzecz. Obserwuję otoczenie i zbieram informacje.- powiedziała to bardzo poważnym tonem.
Ostatnio edytowany przez Désirée Sorel (2015-06-26 18:12:42)
Life is a tale. Told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing.
Offline
Administrator
Na peronie ogólnie był tłum, to jest wiadome. Więc pewien dzieciak popchnął Margaery prosto na Xaviera ♥
Offline
Gryffindor
Désirée Sorel napisał:
Sally De Von Wangol napisał:
Désirée Sorel napisał:
- Tjaaaaa... Mogłabym powiedzieć ci to samo. Poza tym to trochę niebezpieczne tak chodzić z nosem w książce, jeszcze się wywrócisz czy coś...- Desiree użyła swojego super uber słodkiego psychopatycznego uśmieszku.Czy to była groźba? TO BYŁA GROŹBA! jak zawołam jej kolegów- lordów to po tej durnej smoczycy zostaną tylko łuski. Ja nie wierzę, że ktoś był w stanie jej grozić, przecież to takie smutne....
- Nie było by w tym nic niebezpiecznego, gdyby skończone pustaki, patrzyły gdzie idą. To naprawdę nie jest trudne, w szczególności, że nie robisz nic ciekawgo.
i wtedy przyjechał pociąg i po książce. papa Dante.- Pustakiem nazywamy wyrób ceramiczny lub betonowy przeznaczony do wykonywania ścian zewnętrznych i wewnętrznych. Naprawdę, nie mam pojęcia, jak ma się to donosić do mojej osoby. A poza tym, robię bardzo ważną rzecz. Obserwuję otoczenie i zbieram informacje.- powiedziała to bardzo poważnym tonem.
- Zbierasz informację? Masz zamiar napisać książkę czy co?
Today's special moments are tomorrow's memories
Offline
Slytherin
-Cholera!-Margaery wpadła na chłopaka z impetem, uderzając głową o jego głowę. Siniak będzie jak nic...
Offline
Slytherin
Sally De Von Wangol napisał:
Désirée Sorel napisał:
Sally De Von Wangol napisał:
Czy to była groźba? TO BYŁA GROŹBA! jak zawołam jej kolegów- lordów to po tej durnej smoczycy zostaną tylko łuski. Ja nie wierzę, że ktoś był w stanie jej grozić, przecież to takie smutne....
- Nie było by w tym nic niebezpiecznego, gdyby skończone pustaki, patrzyły gdzie idą. To naprawdę nie jest trudne, w szczególności, że nie robisz nic ciekawgo.
i wtedy przyjechał pociąg i po książce. papa Dante.- Pustakiem nazywamy wyrób ceramiczny lub betonowy przeznaczony do wykonywania ścian zewnętrznych i wewnętrznych. Naprawdę, nie mam pojęcia, jak ma się to donosić do mojej osoby. A poza tym, robię bardzo ważną rzecz. Obserwuję otoczenie i zbieram informacje.- powiedziała to bardzo poważnym tonem.
- Zbierasz informację? Masz zamiar napisać książkę czy co?
- Wątpię, żeby ta informacja była ci niezbędna do dalszej egzystencji. A tak w ogolę, jestem Désirée. I dobrze wiem, że nie będziesz w stanie tego wymówić.
Life is a tale. Told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing.
Offline
Slytherin
Margaery Winchester napisał:
-Cholera!-Margaery wpadła na chłopaka z impetem, uderzając głową o jego głowę. Siniak będzie jak nic...
- Brawo! - warknął, strzepująć "niewidzialny" kurz z bluzy, po czym poprawił fryzurę. Potem spojrzał oceniająco na rudowłosą piękność.
- Jesteś potencjalną Ślizgonką, czy już mam ci wlać?! - spytał i uśmiechnął się sarkastycznie.
Ostatnio edytowany przez Xavier Ronovan (2015-06-26 18:23:38)
Sieję zamęt tam, gdzie idę...
Offline